Słońce przez 300 dni w roku, lazurowa woda i widoki jak z pocztówki — ale bez tłumów i zgiełku. Albańska Riwiera ma drugie oblicze, o którym nie przeczytasz w folderach biur podróży. Tu rządzą dzikie plaże, ukryte zatoki, góry schodzące prosto do Jońskiego Morza i wioski, gdzie czas płynie jakby wolniej. Ruszamy w podróż po najpiękniejszych zakamarkach Riwiery, zanim pochłonie je masowa turystyka.
Spis treści
Dzika Albańska Riwiera: gdzie naprawdę zaczyna się przygoda?
Albania swoją „dziką Riwierę” zawdzięcza… izolacji. Jeszcze 30 lat temu kraj był niemal całkowicie zamknięty dla świata. Turystyka dopiero raczkuje, a wielu miejsc nie znajdziesz jeszcze w katalogach biur podróży. Dzięki temu nadal możesz poczuć tu atmosferę prawdziwych Bałkanów — z gościnnością mieszkańców, świeżym chlebem prosto z pieca i wieczorną rakiją podawaną przez gospodarzy.
Riwiera ciągnie się od przełęczy Llogara po granicę z Grecją — tam, gdzie wysokie góry niemal wpadają do Jońskiego Morza.
Plażowy raj na uboczu: gdzie znikniesz z tłumem?
Albania przyciąga turystów właśnie tym, czego dziś trudno już szukać na włoskich czy hiszpańskich wybrzeżach — spokojem i przestrzenią. Choć główne kurorty zaczynają pękać w szwach, wciąż można znaleźć zakamarki, w których zamiast tłumu znajdziesz tylko szum fal, ścieżki prowadzące do ukrytych zatok i miejscowych, którzy chętnie podpowiedzą, gdzie najlepiej rozłożyć ręcznik.
Borsh: 9 kilometrów wolności
Borsh to jeden z najdłuższych i najbardziej spektakularnych odcinków albańskiego wybrzeża. Na blisko 9 kilometrach znajdziesz i szeroką piaszczysto-żwirkową plażę, i zatoczki ukryte za skałami.
W sezonie w centrum miasteczka pojawiają się bary i tawerny, ale wystarczy odejść kilka minut w bok, by zostać sam na sam z morzem. Co ciekawe, w czasach komunistycznych na klifach w okolicy Borsh działały tajne posterunki wojskowe — część ruin jest dziś dostępna dla ciekawskich.
Warto tu też zejść do zatoki Bunecit — mniejszej, kameralnej, z przezroczystą wodą idealną na spokojny snorkeling.

Palasa: miejsce pierwszego kroku Juliusza Cezara
Palasa zachwyca już samym zjazdem z przełęczy Llogara — panorama morza wbija się w pamięć na długo. Ale mało kto wie, że właśnie tu — według tradycji — Juliusz Cezar postawił stopę na lądzie podczas swojej bałkańskiej kampanii.
Sama plaża to długi żwirkowy pas z krystalicznie czystą wodą. Mimo rosnącej popularności i rozwijających się beach barów, wciąż można tu znaleźć dzikie fragmenty, szczególnie wcześnie rano lub poza sezonem. Uwaga na słońce — naturalnego cienia prawie brak.
Himarë i Dhërmi: zatoczki, góry i trochę nocnego życia
Himarë to urocze, leniwe miasteczko, w którym historia spotyka się z wakacyjnym chilloutem. Choć znajdziesz tu już sporo pensjonatów i tawern, wystarczy ruszyć kilka kilometrów na południe lub północ, by znowu poczuć dzikość Riwiery.
- Jala: znana wśród młodszych Albańczyków jako miejsce letnich imprez, ale w ciągu dnia — spokojna zatoka z idealnie przezroczystą wodą.
- Livadhi: świetna dla rodzin, z szeroką plażą, łagodnym zejściem i łatwym dojazdem. Na jej krańcach z łatwością znajdziesz odludne fragmenty.
W górach ponad Himarë wciąż żyją stare greckie i albańskie rody — niektórzy mieszkańcy mówią tu w obu językach, a w wąskich uliczkach słychać czasem jeszcze lokalne dialekty.

Lukovë: jak wyglądała Albania sprzed turystycznego boomu
Lukovë to propozycja dla prawdziwych poszukiwaczy dzikich miejsc. Do niektórych plaż prowadzą strome ścieżki lub szutrowe drogi, które po deszczu zamieniają się w małe off-roady. Za to na dole czeka prawdziwa nagroda: cisza, krystaliczna woda i totalny brak zgiełku.
Miejscowi wciąż żyją tu w rytmie oliwek i pasterstwa — na drodze spokojnie możesz spotkać kozy prowadzone przez staruszka w tradycyjnej czapce qeleshe.
Ksamil: pocztówkowe Karaiby Albanii (ale nie dla każdego)
Ksamil kusi widokami z katalogów — wysepki, biały piasek, lazurowa woda. Ale w sezonie tłumy potrafią odbić magię tego miejsca. Jeśli jednak odwiedzisz Ksamil poza lipcem i sierpniem — docenisz jego urok w pełnej krasie. Miejscowi mówią, że najlepiej Ksamil wygląda o poranku, gdy woda jest najczystsza, a wysepki odbijają się w spokojnej tafli morza.
Dzikie Bałkany: historia i przyroda w jednym
Albańska Riwiera to nie tylko leniwe plażowanie. W tle dzikich zatok kryją się twierdze dawnych władców, wioski, gdzie czas się zatrzymał i punkty widokowe, które wbijają w fotel. Tu historia przeplata się z przyrodą na każdym kroku.
Przełęcz Llogara — serpentyny z widokiem na Jońskie Morze
Sam przejazd przez przełęcz Llogara (1027 m n.p.m.) to widowisko samo w sobie. Kręte serpentyny, lasy powyginanych sosen i zapierające dech panoramy. To tutaj startują paralotniarze, którzy szybując nad przepaściami, mają pod stopami całe Jońskie wybrzeże.
- Ciekawostka: w czasie dyktatury Hoxhy cała Llogara była pilnie strzeżonym terenem wojskowym, dostępnym tylko dla wojska i aparatu władzy.
Porto Palermo — twierdza, która pamięta Alego Paszę i… komunistów
Zamek w Porto Palermo, wzniesiony przez Alego Paszę, później zamieniono na więzienie w czasach komunistycznych. Dziś można go zwiedzać, spacerując po grubych murach i podziwiając widoki na zatokę.
Niegdyś był także tajną bazą wojskową — w skałach wykuto podziemne tunele dla albańskiej floty podwodnej. Te bunkry, choć obecnie opuszczone, do dziś budzą respekt swoją skalą i surowością. Nad zatoką unosi się cisza, która tylko podkreśla historię tego miejsca.

Himarë, Vuno i Qeparo — wioski z duszą
Stare kamienne domy, wąskie uliczki i kościoły pamiętające czasy Bizancjum. W wioskach takich jak Vuno czy Qeparo zatrzymasz się na kawę w cieniu platanów, a starsi mieszkańcy chętnie porozmawiają (nawet po grecku!) i opowiedzą o dawnych czasach. W wielu domach wciąż produkuje się oliwę według rodzinnych receptur.
Saranda i Syri i Kaltër — błękitne źródło
Saranda to baza wypadowa do słynnego Błękitnego Oka (Syri i Kaltër) — krasowego źródła o intensywnie turkusowej wodzie. Temperatura wody nie przekracza tu 10°C przez cały rok. Legenda głosi, że głębokość źródła do dziś nie została do końca zbadana.
Smaki dzikiej Albanii: co musisz zjeść?
- Ryby i owoce morza: świeża dorada (koc), okoń morski (levrek), mule w białym winie (midhje), ośmiornica na sałatkę.
- Oliwa: najlepsza z okolic Himarë — tłoczona na zimno w rodzinnych młynach.
- Sery: djathë i bardhë — lokalna wersja fety, często robiona z mieszanki mleka koziego i owczego.
- Miód: z górskich pasiek pachnący ziołami Llogary.
- Tawerny: szukaj konob ukrytych w mniejszych wioskach. Koniecznie odwiedź kawiarnię Ujëvara w Borsh — picie kawy nad wodospadem pod platanami to klimat, którego długo się nie zapomina.
Kiedy na dziką Riwierę?
- Plażowanie: czerwiec–wrzesień (do 30°C).
- Zwiedzanie: maj, październik — mniej turystów, bardziej dziko.

TOP 5 rzeczy, które zrobisz tylko na dzikiej Albańskiej Riwierze
- Przejdziesz serpentynami przez przełęcz Llogara z widokiem na Jońskie Morze.
- Wypijesz kawę nad wodospadem w Borsh.
- Zanurkujesz w krystalicznej wodzie zatoki Jala.
- Zjesz świeżego levreka w tawernie prowadzonej przez trzy pokolenia jednej rodziny.
- Wypłyniesz kajakiem w spokojne wody Porto Palermo pod murami twierdzy Alego Paszy.
Dzika strona Albanii wciąż czeka na odkrycie. Każdy rok przyciąga tu coraz więcej turystów, ale wciąż jest czas, by poczuć tę Riwierę w wersji slow. Bez tłumów, za to z prawdziwym klimatem Bałkanów, który zostaje w głowie na długo po powrocie. Nie czekaj, aż odkryją ją wszyscy — teraz jest ten moment.













