Maspalomas – znane z folderów, ale czy prawdziwe? Za wyidealizowanymi zdjęciami i tłumami turystów kryje się zupełnie inna Gran Canaria. Mamy plan, jak zobaczyć jej prawdziwe wydmy i ukryte zakątki. Bez Photoshopa i bez stresu.
Spis treści
Maspalomas: wydmy jak z Sahary – ale czy warto dać się wciągnąć w tłum?
Witamy w Maspalomas – najczęściej fotografowanej pustyni na Atlantyku. Te spektakularne, złociste wydmy to nie fotomontaż nieudolnie wklejony w adres Wysp Kanaryjskich, ale efekt działania wiatru, piasku i oceanu. Mają po kilkanaście metrów wysokości i tworzą prawdziwy księżycowy krajobraz tuż przy plaży.
17 kilometrów wybrzeża. Rezerwat przyrody na 400 hektarach. Plaża, laguna, gaj palmowy. Brzmi sielankowo – i często tak właśnie wygląda, jeśli ułożysz zdjęcie pod odpowiednim kątem. Ale w sezonie to także morze ludzi, gwar i walka o wolny skrawek piasku przy Faro de Maspalomas.
Wydmy Maspalomas to miks trzech światów: Las Dunas (serce rezerwatu – piaskowa pustynia), La Charca (laguna dla ptasich pasjonatów) i El Palmeral (palmy jak z Maroka). Każdy znajdzie coś dla siebie – pytanie tylko, czy w tłumie.

Jak zdobyć wydmy (i nie stracić cierpliwości)?
Chcesz mieć piasek tylko dla siebie? Klucz to czas i miejsce. Rano – przed 9:00 – lub późnym popołudniem (zachód słońca gwarantuje filmowy klimat). Tłumy skupiają się przy Faro de Maspalomas i Playa del Inglés – czyli klasyka. Ale wystarczy kilka minut marszu w bok, by znaleźć się samemu na własnej pustyni.
- Chcesz totalnego resetu? Oddal się w głąb wydm. Nawet 15 minut spaceru robi różnicę.
- Lubisz spokój i nie masz nic przeciwko plaży dla naturystów? Część Maspalomas przyciąga tych, którzy wolą słońce bez szwów.
Nie tylko piasek: laguna i oaza, czyli Maspalomas inaczej
Nie samymi wydmami człowiek żyje. La Charca de Maspalomas to strefa ciszy – słonawa woda, trzcinowiska i przystanek dla migrujących ptaków. Obserwacja flamingów w środku kurortu? Jak najbardziej! Szczególnie rano, gdy słońce dopiero budzi się nad horyzontem, możesz natknąć się na czaple, ibisy i mewy, które czynią z tej laguny swój tymczasowy dom. To prawdziwa gratka dla amatorów birdwatchingu i fotografia natury.
Z kolei El Palmeral, palmowy zagajnik tuż przy lagunie, to zielona niespodzianka w samym sercu piaskowego królestwa. Kilkusetletnie palmy wachlują liśćmi w rytmie wiatru, a ich cień to najlepszy naturalny parasol, gdy słońce przypieka najmocniej. W cieniu palm znajdziesz ławki, ścieżki spacerowe i naturalną klimatyzację – miejsce wprost stworzone na regenerację.
A jeśli już trafisz pod słynną latarnię morską Maspalomas – podziwiaj z dystansu. Im dalej, tym lepiej widać. I mniej łokci (innych turystów). A jeśli masz lornetkę, zajrzyj w stronę horyzontu – może trafisz na delfiny przemykające po Atlantyku?

To nie piaskownica. To teatr natury
Wydmy mają nawet po 12 metrów wysokości. Z jednej strony błękit Atlantyku, z drugiej – zielony pas oazy. Tu nie chodzi o ładne zdjęcie, tylko o doświadczenie. Piasek parzy w południe, ale o świcie jest miękki i chłodny. Wiatr wieje z siłą rzeźbiarza, zmieniając krajobraz co dzień.
To nie miejsce na bieganie w klapkach z drinkiem. To miejsce na reset.
Twój zestaw przetrwania w Maspalomas:
- Krem SPF 50 (nie żartujemy)
- Kapelusz z szerokim rondem (fryzura wytrzyma)
- Woda – litr to minimum
- Lekkie buty – piasek bywa nie do przejścia boso w południe
- Dojazd? Autobusy 30, 32, 50, 66, 90 – wysiadasz przy Faro de Maspalomas
- Jesteś w rezerwacie – nie śmieć, nie schodź z wyznaczonych ścieżek
TIP: Nie polecamy konkretnych restauracji – ale jeśli szukasz smaków wyspy, omiń główne arterie. Boczne uliczki Maspalomas kryją najwięcej niespodzianek. A jeśli masz czas i ochotę, sprawdź lokalne targowiska – to tam często bije kulinarne serce wyspy. Nie zawsze menu musi być po angielsku, by jedzenie było niezapomniane.
Możesz zobaczyć Maspalomas jak każdy – z deptaku, z tłumem, z fastfoodem. Albo możesz wybrać inaczej. Pójść dalej. Odkryć ciszę laguny, cień palm, samotność między wydmami. To od Ciebie zależy, które Maspalomas zapamiętasz.
Gotowa? Gotowy? Plecak, krem z filtrem, butelka wody – i ruszaj. Prawdziwa Gran Canaria czeka.













