Falochrony to wyjątkowo niebezpieczne miejsca nad Bałtykiem. Kąpiel może skończyć się tragedią

Latem spędzamy czas na plaży. Czasem kąpiemy się, czasem spacerujemy wzdłuż brzegu. Ale są miejsca, które wyglądają niepozornie, a mogą być bardzo niebezpieczne. Jednym z nich są falochrony z belek. Choć wyglądają jak drewniane pomosty, zabawy tam mogą skończyć się tragicznie.

Drewniane falochrony – symbol polskich plaż nad Bałtykiem

Na pierwszy rzut oka to tylko rząd drewnianych belek wbitych w piasek. Wychodzą z plaży prosto w morze. Zimą często prawie niewidoczne, latem wystają z wody i przyciągają wzrok. Niektórzy wchodzą na nie dla zdjęcia, inni skaczą z nich do wody. Jednak nie każdy wie, że te konstrukcje mogą być śmiertelnie niebezpieczne. Drewniane falochrony to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskich plaż.

Niepozorne belki, które mogą być śmiertelnie niebezpieczne

Falochrony z belek spotykamy niemal w każdej nadmorskiej miejscowości. Od Świnoujścia po Hel wyglądają bardzo podobnie. Ustawione równolegle, co kilka lub kilkanaście metrów. Dla plażowiczów to część krajobrazu. Dla ratowników – codzienne źródło niepokoju.

Wchodzenie na falochrony jest nie tylko zabronione, ale przede wszystkim niebezpieczne. Drewno, z którego są zbudowane, bywa śliskie i omszałe. Wystarczy jeden nieostrożny ruch i można spaść do wody. Przy silnym wietrze ryzyko rośnie. Fale potrafią zbić z nóg nawet dorosłego człowieka.

Woda wokół falochronu często wygląda spokojnie, ale bywa zdradliwa. Prądy przyspieszają właśnie między belkami. Zdarza się, że wciągają pod wodę. Zostajemy nagle bez punktu oparcia, tracimy grunt pod nogami. I choć plaża jest tuż obok, wyjście staje się bardzo trudne.

Zobacz także: Ratownik ostrzega: „Czerwona flaga to nie żart!”. Co oznaczają kolory flag nad polskim morzem?

Ratownicy ostrzegają i proszą o rozsądek

Każdego lata ratownicy WOPR zgłaszają podobne sytuacje. Dzieci wchodzą na belki, dorośli robią im zdjęcia. Nikt nie myśli o tym, co może się stać. Dopiero po chwili ktoś traci równowagę, wpada do wody i nie może się wydostać. Wtedy zaczyna się dramat.

Rozmawialiśmy z ratownikiem, który od lat pracuje nad morzem. Opowiada, że falochrony to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na plaży. Ludzie nie rozumieją zagrożenia, bo nie wygląda ono groźnie. Nikt nie spodziewa się, że spokojna woda może zniknąć pod nogami w kilka sekund.

Podczas dyżurów ratownicy często muszą reagować. Przeganianie dzieci z falochronów to codzienność. Nie zawsze jednak udaje się dotrzeć na czas. Wypadki zdarzają się nagle. Czasem ktoś skacze do wody i uderza głową w niewidoczny element konstrukcji. Innym razem dziecko znika pod powierzchnią, zanim rodzice zdążą zareagować.

Falochrony mogą być śmiertelnie niebezpieczne
Falochrony mogą być śmiertelnie niebezpieczne / Fot. Pixabay.com

Zmyleni spokojem wody możemy zapomnieć o prądach

Morze Bałtyckie rzadko wygląda groźnie. Brak wysokich fal czy przypływów może uśpić czujność. Ale to właśnie przy falochronach często występują silne prądy wsteczne. Tworzą się wtedy, gdy woda odbija się od konstrukcji i wraca z dużą siłą. Możemy zostać porwani w głąb morza, nawet jeśli wcześniej stało się po kolana.

Niektórzy próbują się ratować, płynąc w stronę brzegu. To błąd. Prąd jest silniejszy. Tracimy siły, panikujemy. Zdarza się, że jedyną szansą jest dryfowanie w bok, aż uda się wydostać poza strefę wciągania. Ale niewiele osób o tym wie. Zwłaszcza dzieci i młodzież.

Czasem myślimy, że jeśli kąpiemy się blisko plaży, to nic nam nie grozi. Niestety, właśnie tu – przy belkach – dochodzi do wielu wypadków. Nawet osoby, które dobrze pływają, mają problemy. Drewniana konstrukcja ogranicza widoczność. Gdy coś się wydarzy, reakcja bywa opóźniona.

Pozory bezpieczeństwa bywają mylące

Szczególnie groźne są stare, zniszczone falochrony. Czasem belki są połamane, mają wystające gwoździe lub zardzewiałe metalowe elementy. Woda je ukrywa, więc nie widzimy zagrożenia. Gdy ktoś wskakuje do wody, może się zranić. Bywa, że obrażenia są poważne – głębokie rozcięcia, złamania, urazy głowy.

Problemem jest też brak świadomości. Na wielu plażach tabliczki z zakazem są ignorowane. Wchodzimy na konstrukcję, bo widzimy, że robią to inni. Robimy zdjęcia, bawimy się, nie myśląc o konsekwencjach. Tymczasem jedna chwila nieuwagi może kosztować bardzo dużo.

Ratownicy apelują, by nie wchodzić na falochrony pod żadnym pozorem. Plaża jest wystarczająco duża, by znaleźć miejsce do zabawy. Morze potrafi być wspaniałe, ale zasługuje na respekt. Zwłaszcza tam, gdzie działa siła, której nie widać.

Zobacz także: Nazywają ją bałtycką Wyspą Słońca. To tu znajduje się najdłuższa promenada nad Bałtykiem

Lepiej ominąć i spojrzeć z dystansu

Zamiast wchodzić na falochrony, lepiej podejść do nich z ostrożnością. Można zrobić zdjęcie z brzegu, popatrzeć na fale uderzające o drewno, posłuchać dźwięków morza. Ale nie warto ryzykować zdrowia ani życia dla ujęcia z wakacji.

Czasem falochrony bywają częścią naszej wakacyjnej nostalgii. Wspominamy, jak kiedyś chodziliśmy po nich jako dzieci. Ale dziś, przy większym ruchu i zmieniającym się klimacie, zagrożenia są realne. Warto o tym pamiętać.

Podczas wakacji nad Bałtykiem powinniśmy cieszyć się morzem, słońcem i odpoczynkiem. Ale jednocześnie dobrze zachować ostrożność. Przestrzegając prostych zasad, możemy uniknąć niepotrzebnych dramatów. Nie każdy niebezpieczny moment kończy się ratunkiem.

Agnieszka Grabowska

Agnieszka Grabowska