Jeśli marzy się nam spokojne miejsce z dala od tłumów, warto odwiedzić Borsh. To niewielka albańska miejscowość nad Morzem Jońskim, która zachwyca dzikością i naturalnym urokiem. Znajdziemy tu jedną z najdłuższych plaż w regionie, wyjątkową kawiarnię z wodospadem i pozostałości średniowiecznej twierdzy. Wszystko to w otoczeniu gór i oliwnych gajów.
Spis treści
Plaża w Borsh – miejsce, gdzie czas zwalnia
Borsh przyciąga nas przede wszystkim plażą. To jeden z najdłuższych żwirowych odcinków albańskiego wybrzeża. W przeciwieństwie do znanych kurortów tutaj możemy odpoczywać bez zgiełku. Miejsca jest pod dostatkiem, a woda jest krystalicznie czysta. Dno opada łagodnie, co sprzyja kąpielom. Nawet w szczycie sezonu panuje tu spokój.
Nie znajdziemy tu rozbudowanej infrastruktury. Zamiast tego są drewniane leżaki, kilka beach barów i cisza. Wieczorem widać rozgwieżdżone niebo, a fale rozbijają się rytmicznie o brzeg. W takich warunkach łatwo się wyciszyć. Wystarczy ręcznik, trochę cienia i odrobina arbuzów z lokalnego straganu.
Zobacz także: Odkryj sekrety Kruji: zamek, bazar i niesamowite widoki
Kawiarnia z wodospadem – miejsce, którego się nie zapomina
Kilkaset metrów od plaży, wśród zieleni, trafiamy na coś niezwykłego. Kawiarnia, przez której środek płynie strumień. Woda spada z kamiennych progów, tworząc mały wodospad. Siedząc przy stoliku, słyszymy jego szum. Powietrze jest wilgotne, a temperatura niższa niż na plaży.
To idealne miejsce na przerwę. Możemy wypić kawę po albańsku lub zjeść świeże owoce morza. Woda, która zasila strumień, pochodzi z pobliskich gór. Jest chłodna i przejrzysta. W upalne dni przynosimy tu dzieci, by mogły się pobawić. Dorośli odpoczywają w cieniu figowców, popijając espresso.
Twierdza nad wioską – widok, który zapada w pamięć
Borsh ma też drugie oblicze – historyczne. Nad miejscowością wznoszą się ruiny twierdzy. Aby do nich dotrzeć, musimy pokonać krętą ścieżkę. Po drodze mijamy gaje oliwne i kamienne domki. Na szczycie czeka na nas panorama. Widać stąd plażę, góry i zatokę Sarandy.
Twierdza powstała w średniowieczu. Była kilkakrotnie rozbudowywana i przechodziła z rąk do rąk. Dziś zostały z niej tylko mury, fragmenty wież i resztki zabudowań. Wciąż jednak robią wrażenie. Spacerując po wzgórzu, wyobrażamy sobie, jak wyglądało życie w tym miejscu kilkaset lat temu.

Miejscowość z dala od tłumów
Borsh nie jest typową miejscowością turystyczną. Nadal dominuje tu rolnictwo i pasterstwo. Po ulicach chodzą kury, a z podwórek dochodzą dźwięki dziecięcych zabaw. Można tu kupić oliwę w butelce po coli, świeży ser i winogrona prosto z krzaka. Niektóre domy wynajmują pokoje, inne oferują tylko zimną wodę i gościnność.
To miejsce autentyczne. Nikt nie gra roli gospodarza. Turyści są mile widziani, ale nie dominują. Dzięki temu możemy poczuć prawdziwy rytm albańskiej wsi. Rano słychać dzwonki owiec, wieczorem śmiech przy ogniskach. Czujemy, że jesteśmy w miejscu, które nie zostało jeszcze odkryte przez masową turystykę.
Jak dotrzeć do Borsh i co warto wiedzieć
Do Borsh prowadzi słynna droga SH8, która łączy Vlorę z Sarandą. To jedna z najbardziej malowniczych tras w Albanii. Zakręty, tunele i widoki zapierające dech w piersiach to jej codzienność. Warto jechać powoli. Po drodze można się zatrzymać w Porto Palermo, gdzie znajduje się bunkier i zamek Alego Paszy.
W Borsh nie znajdziemy dużych hoteli. Są pensjonaty, campingi i prywatne kwatery. W sezonie ceny są niższe niż w znanych kurortach. Możemy tu spędzić tydzień za cenę weekendu w Chorwacji. Najlepiej mieć własny samochód, bo transport publiczny bywa zawodny. Dzięki temu łatwiej też dotrzeć do sąsiednich plaż i górskich wiosek.
Zobacz także: Berat w Albanii to bałkański skarb z zamkiem i duszą
Borsh – miejsce, do którego chce się wracać
Nie ma tu luksusów, ale jest coś ważniejszego – spokój i naturalność. Mieszkańcy są otwarci i chętni do pomocy. Borsh zostaje w pamięci. Gdy wracamy do domu, tęsknimy za szumem wodospadu, ścieżką do twierdzy i cudownym morzem. Do Borsh po prostu chce się wracać.













