Nie wszystko co rajskie, musi być w tropikach. Te wyspy leżą… w Albanii

Masz dość zatłoczonych plaż i wakacji z katalogu? Marzysz o miejscu, gdzie czas płynie wolniej, a natura gra pierwsze skrzypce? Witaj w krainie, która niedawno była białą plamą na turystycznej mapie Europy. Oto albańskie wyspy – nieoszlifowane diamenty Morza Jońskiego i Adriatyku, gdzie czekają wakacje, jakich się nie zapomina. Bez tłumów, za to z widokami, które zostaną z Tobą na długo.

Albańskie wyspy: gdzie znaleźć ciszę, lazurową wodę i zero tłumów?

Albania to kraj wielkości Mazowsza, ale z prawie 500 kilometrami bajecznego wybrzeża. Choć 70% jej terytorium to góry, prawdziwe cuda czekają na linii brzegowej. I oczywiście nie mówimy tu o zatłoczonych kurortach! Jednak te mało znane wyspy Albanii oferują wszystko, czego szukasz: dziewicze plaże, strome klify, turkusową wodę i kontakt z przyrodą bez pośredników. Bez wątpienia to idealna opcja dla tych, którzy wolą autentyczność od hotelowych animacji.

3 rajskie wyspy Albanii, o których przewodniki jeszcze milczą

Masz dosyć zdjęć Gjirokastry i Beratu w każdym przewodniku? Zamiast kontynentalnych klasyków, zrób zwrot ku morzu. Trzy wyspy, o których zaraz przeczytasz, mają w sobie więcej przygody niż niejedna górska wyprawa. Każda z nich jest inna – jedna pachnie historią i adrenaliną, druga rozleniwia jak popołudnie w hamaku, trzecia każe ci zamilknąć, bo piękno mówi samo za siebie.

Sazan – z tajnej bazy wojskowej do raju dla odkrywców

Sazan długo był miejscem owianym tajemnicą. Przez dziesięciolecia pełnił funkcję bazy wojskowej – najpierw włoskiej, potem radzieckiej, a w końcu albańskiej. Dopiero niedawno został otwarty dla cywilów. Dziś, wśród opuszczonych bunkrów i tuneli, czuć powiew historii, ale i czegoś więcej – dzikiej, nieskrępowanej natury. Dodatkowo wysokie klify kontrastują tu z zielenią śródziemnomorskiej roślinności, a głusza sprawia, że nawet echo brzmi inaczej. Co ciekawe, na Sazanie łączą się dwa mikroklimaty – śródziemnomorski i subtropikalny – co czyni ją wyjątkową także z biologicznego punktu widzenia.

Dla lokalnych przewodników wyspa staje się też pretekstem do snucia opowieści o czasach Envera Hoxhy – dyktatora, który zamienił Albanię w kraj bunkrów. To nie tylko krajobraz – to lekcja historii w terenie i to łatwo dostępna z turystyczneo Durres.

Zatoka Wlory o zmierzchu z wyspą Sazan na horyzoncie - Albania
Zatoka Wlory o zmierzchu — na horyzoncie majaczy tajemnicza wyspa Sazan, dawniej strzeżona przez wojsko / Fot. canva.com

Ksamil – Malediwy Albanii w wersji dostępnej

Nie trzeba lecieć na drugi koniec świata. Wystarczy dotrzeć do Ksamilu, gdzie zielone wysepki wynurzają się z krystalicznej toni i łączą z lądem białym piaskiem jak z katalogu. To miejsce, które wymyka się kategoriom – bo z jednej strony wygląda jak rajska pocztówka, z drugiej wciąż zachowuje lokalny, bałkański klimat. W pobliżu znajdziesz gaje oliwne i rodzinne knajpki serwujące tavë kosi – zapiekankę jagnięcą z jogurtem, jedno z dań narodowych Albanii.

Woda w Ksamilu bywa tak przezroczysta, że lokalne dzieci bawią się w „widzenie muszelek z brzegu” – to ich wersja szklanej kuli. Na wysepki dopłyniesz wpław, kajakiem albo lokalną łódką z nadanym imieniem, najczęściej po dzieciach właściciela. Zresztą, cała okolica żyje rytmem sezonu – w maju wciąż zobaczysz starsze panie czyszczące plażę z glonów „jak za dawnych czasów”, bez wielkich traktorów. W czerwcu plaża zamienia się w scenę – tyle że nie dla DJ-ów, tylko dla rodzin, które przyjeżdżają tu z wnukami i termosami.

Stillo – wyspa, którą znają tylko wtajemniczeni

Leży na samym południu, niemal na granicy z Grecją, i dla wielu Albańczyków to miejsce niemal święte – „ostatnia granica kraju, gdzie ziemia jeszcze mówi po naszemu”. Niewielka, surowa, dzika. Stillo to wyspa dla tych, którzy nie szukają wygód, tylko wrażeń. Brak infrastruktury? Dla wielu to atut. Zatoczki bez ludzi, cisza, brak zasięgu i tylko Ty, ptaki i fale. Dojazd bywa wyzwaniem – często trzeba najpierw dotrzeć pieszo przez wojskową strefę ochronną i dopiero potem złapać łódź z rybakiem, który „wie, kiedy morze milczy, a kiedy mówi nie”.

Co ciekawe, Stillo jest również miejscem ważnym w albańskim folklorze – w legendach pojawia się jako „wyspa milczenia”, do której uciekali zakochani z przeciwnych rodów. Dziś nie spotkasz tam Romeo i Julii, ale może – jak oni – znajdziesz spokój, którego nie da się kupić.

Wybrzeże Ksamil w Albanii z lotu ptaka
Ksamil ze swoimi białymi plażami i turkusową wodą jest dobrym początkiem podróży po Albanii / Fot. canva.com

Adrenalina i chill: co robić na albańskich wyspach poza leżeniem na plaży?

Albańskie wyspy to nie tylko krajobrazy – to przestrzeń do działania. Po pierwsze snorkeling w Ksamilu to eksplozja kolorów – piasek, ryby, skały i gra światła. Nurkowanie? Jak wyprawa po zaginioną Atlantydę: rafy, groty i być może wraki, które pamiętają czasy nieznane. A jeśli masz ochotę na coś bardziej dynamicznego – kajak wokół Sazanu, żeglowanie przy wietrze lub trekking z aparatem w ręku – wszystko czeka.

Jak tam dotrzeć, gdzie spać i co wiedzieć? Twój plan na wyspiarskie wakacje

Chcesz uciec od tłumów? Unikaj lipca i sierpnia. Idealne miesiące to maj, czerwiec, wrzesień i październik – pogoda dopisuje, a turyści jeszcze śpią.

Ksamil jest dostępny z popularnej Sarandy, a na inne wyspy warto załatwić łódź lub lokalnego przewodnika – to nie tylko ułatwienie, ale też wsparcie dla miejscowych.

Nocleg? Zamiast resortu – rodzinny pensjonat lub agroturystyka. I nie zapomnij spróbować lokalnej kuchni – smak Albanii zaczyna się tam, gdzie kończy się menu po angielsku.

Zatoka San Nicolò na wyspie Sazan  - Albania
Zatoka San Nicolò na wyspie Sazan – kiedyś pilnie strzeżona strefa, dziś raj dla poszukiwaczy ciszy / Fot. Wikimedia Commons

TOP 5: tylko na tych wyspach przeżyjesz coś takiego

  1. Snorkel w lagunach Ksamilu, gdzie ryby przemykają tuż obok Twojej maski.
  2. Zejdź do tunelu na Sazanie, gdzie echo historii spotyka się z ciszą dzikiej natury.
  3. Zgub się na Stillo, i znajdź… spokój, jakiego nie ma na mapie.
  4. Zjedz kolację z widokiem na morze w agroturystyce, gdzie ryba trafia prosto z kutra na talerz.
  5. Popłyń kajakiem o zachodzie słońca, czując wolność, która pachnie solą i ziołami.

Te wyspy to nie hotele all inclusive. Tu dzień zaczyna się od świtu, nie od śniadania w bufecie. Jeśli szukasz miejsc z duszą, ludzi z sercem i krajobrazów, które nie potrzebują filtrów – to jest moment. Za kilka lat mogą wyglądać inaczej. A teraz? Są jeszcze Twoje. Odkryj je, zanim wszyscy inni też to zrobią.

Olga Szarycka

Olga Szarycka