Ciepłe morze, biały piasek, tropikalna roślinność i klimat jak z wakacyjnych marzeń. Sint Maarten, czyli Saint-Martin, to wyspa, na którą możemy polecieć z dowodem osobistym. Dwa państwa, jeden raj.
Spis treści
Karaibski raj na Małych Antylach
Jeśli szukamy miejsca, gdzie zima staje się tylko wspomnieniem, a każda plaża wygląda jak z folderu biura podróży, warto rozważyć wyjazd na Karaiby. Jest jednak jeden szczególny zakątek, który wyróżnia się spośród innych wysp w tym regionie. To Sint Maarten, po francusku Saint-Martin, która jest podzielona między Niderlandy i Francję. Dzięki temu możemy się tam dostać bez paszportu, a jednocześnie poczuć klimat prawdziwego egzotycznego raju. Część francuska to Zamorskie Terytorium Francji i obywatele UE mogą dostać się tam jedynie z dowodem osobistym. Aby odwiedzić część niderlandzką, potrzebny jest natomiast paszport i specjalny formularz wypełniony online przed wylotem.
Zobacz także: Rajskie plaże zamiast święconki. Egzotyczne kierunki na Wielkanoc 2025
Francja spotyka Niderlandy
Na mapie wyspa wygląda jak mały punkcik wśród wód Morza Karaibskiego. Dzieli się na dwie części – północna należy do Francji, a południowa do Niderlandów. Już po wylądowaniu poczuliśmy tropikalny klimat. Ciepłe powietrze, błękitne niebo i zapach morza to coś, co od razu przenosi nas w inny świat. Port lotniczy Princess Juliana na południu wyspy słynie z tego, że samoloty przelatują tuż nad głowami plażowiczów. Plaża Maho to jedno z najdziwniejszych i najbardziej znanych miejsc na wyspie. Widzieliśmy zdjęcia, ale dopiero na żywo robi to wrażenie. Samoloty lądują dosłownie kilka metrów nad piaskiem.

Kolorowe miasteczka i karaibski luz
Południowa część, czyli Sint Maarten, jest bardziej rozrywkowa. Znajduje się tu stolica – Philipsburg. Kolorowe domy, sklepy z pamiątkami i restauracje tworzą miejsce przyjazne turystom. Można tu kupić rum, lokalne przyprawy, a także rękodzieło. Spacer po deptaku to dobry sposób na poznanie atmosfery wyspy. Wiele osób mówi tu po angielsku, ale usłyszymy też niderlandzki i papiamento – kreolski język używany na Antylach.
Z kolei część francuska, czyli Saint-Martin, jest spokojniejsza i bardziej kameralna. Znajdują się tu małe miasteczka, takie jak Marigot, które przypominają południe Francji. Wybierając się na targ, możemy kupić świeże ryby, owoce i domowe konfitury. Kultura kulinarna mocno nawiązuje do kuchni francuskiej, ale z karaibskim twistem. Próbowaliśmy ryb w sosie curry, owoców morza i oczywiście lokalnego wina. Wszystko było świeże i aromatyczne.
Plaże, które trudno zapomnieć
Największą atrakcją wyspy są jednak plaże. Jest ich tu ponad trzydzieści. Niektóre dzikie, inne popularne, ale wszystkie piękne. Biały piasek, palmy i ciepła woda zachęcają, by nie robić nic poza odpoczynkiem. Nam najbardziej spodobała się Baie Rouge – spokojna, z widokiem na skaliste wzgórza i z dala od tłumów. Na zachodzie wyspy są też miejsca idealne do snorkelingu. Woda jest tak przejrzysta, że można dostrzec ryby bez zanurzania głowy.
Aktywnie spędziliśmy czas również w rejonie orient bay. To idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych. Wypożyczyliśmy kajak i popłynęliśmy wzdłuż brzegu. Widzieliśmy żółwie, rozgwiazdy i kolorowe ryby. Nie potrzeba tu wielkiego doświadczenia – warunki są spokojne, a sprzęt łatwo dostępny.

Jak zorganizować podróż?
Choć wyspa wydaje się odległa, dotarcie tu nie jest bardzo trudne. Najlepiej lecieć z przesiadką w Paryżu lub Amsterdamie. Linie lotnicze oferują regularne połączenia, a cała podróż trwa około kilkunastu godzin. My zarezerwowaliśmy lot przez francuskie biuro podróży, co znacznie uprościło formalności. Po stronie francuskiej obowiązują takie same przepisy jak w kontynentalnej Francji. Nie trzeba paszportu, wiz ani specjalnych zezwoleń. Wystarczy dowód osobisty i ważne ubezpieczenie.
Na miejscu warto wypożyczyć samochód. Dzięki temu można łatwo dotrzeć do różnych części wyspy i zobaczyć więcej niż tylko najbliższą plażę. Drogi są dobrze utrzymane, a oznaczenia zrozumiałe. Ruch odbywa się po prawej stronie, więc nie trzeba się przestawiać.
Zobacz także: Na „Malediwy Europy” dolecisz z Polski w 2 godziny. Białe plaże kuszą, a ceny niższe niż w Chorwacji
Wyspa, która łączy dwa światy
Sint Maarten i Saint-Martin to dwa światy połączone w jedną wyspę. Z jednej strony tropikalny luz, z drugiej – europejski porządek. Mieszkańcy są przyjaźni, pogoda sprzyja przez cały rok, a krajobrazy zapierają dech. Można tu odpocząć, popływać, spróbować nowych smaków i po prostu poczuć się jak daleko od codzienności. Bez pośpiechu, bez tłumów, bez stresu.
To miejsce pokazuje, że Karaiby to nie tylko kurorty z katalogów. To także wyspy z historią, kulturą i duszą. Sint Maarten okazała się miejscem, do którego chcielibyśmy wrócić. Mimo że to drugi koniec świata, czuć się tam można jak w domu. A może nawet lepiej.













