Czas zmienić weekendową rutynę! Mamy dla Ciebie gotowy plan na wypad do Kazimierza Dolnego i Zamościa – perełek pełnych historii i smaku.
Weekend w Lublinie znów zapowiada się podejrzanie podobnie do poprzedniego? Mam dla Was antidotum na rutynę – dwie magiczne pigułki na nudę, dostępne zaledwie godzinę z hakiem drogi stąd! Kazimierz Dolny i Zamość to dwie absolutne perełki Lubelszczyzny, które potrafią odczarować każdy dzień. Zapomnijcie o standardowych przewodnikach. Oto Wasz tajny plan na idealną jednodniówkę, pełną artystycznego luzu, renesansowej elegancji i smaków, które zostają w pamięci dłużej niż poniedziałkowe wspomnienia z pracy. Gotowi na reset?
Spis treści
Kazimierz Dolny – artystyczna dusza z widokiem na Wisłę
Kazimierz Dolny to jak obrazek z pocztówki, który nagle ożył – tyle że z lepszą kawą i autentycznymi artystami czającymi się za każdym rogiem. To miejsce, gdzie Wisła płynie jakby wolniej, a czas zdaje się mówić: „spokojnie, zdążysz na kolejny rejs”. Malowniczo wciśnięty między wzgórza a słynne wąwozy lessowe, przyciąga jak magnes. Dlaczego? Bo Kazimierz to nie tylko renesansowa architektura i ponad 60 autorskich galerii. To stan umysłu – mieszanka luzu, historii i natury, której po prostu trzeba doświadczyć.
Rynek, który zna każdy, ale za każdym razem zaskakuje
Wszystkie drogi (i większość turystów) prowadzą na Rynek Kazimierza Dolnego. Szczególnie latem plac wibruje energią, gwarem rozmów i stukotem obcasów o średniowieczny bruk. Wzrok przyciągają kolorowe kamienice renesansowe, a wśród nich prawdziwe gwiazdy: Kamienice Przybyłowskie (pod Świętym Mikołajem i Krzysztofem), zbudowane w 1615 roku z fantazją godną dzisiejszych influencerów. Nie przegap też Kamienicy Gdańskiej – pamiątki po czasach, gdy Kazimierz był „małym Gdańskiem” na wiślanym szlaku. Centralnym punktem jest zabytkowa studnia, a tuż obok czuwa wierny pomnik psa Kwadrat – pogłaskanie go po nosie podobno przynosi szczęście (i gwarantuje udane selfie!).
Tip: Jeśli w dzikim tłumie nie czujesz się jak ryba w wodzie, omijaj weekendy oraz inne dni wolne od pracy.

Góra Trzech Krzyży – 190 metrów, które robią robotę
Chcesz poczuć, że masz Kazimierz u stóp? Wdrap się na Górę Trzech Krzyży! Podejście na wysokość 190 m n.p.m. może lekko przyspieszyć tętno, ale widok z góry działa jak najlepszy balsam na duszę (i kosztuje tylko 5 PLN!). Roztacza się stąd panorama jak z obrazu – miasto skąpane w słońcu, Wisła wijąca się leniwie i dachy kamienic jak kolorowe klocki.
Trzy krzyże ustawiono tu w 1708 roku jako wotum po epidemii zarazy – dziś to punkt widokowy, ale i symbol pamięci, który przypomina, że Kazimierz ma w sobie więcej historii, niż widać na pierwszy rzut oka.
Zamek i Baszta – rycerskie klimaty z panoramą w pakiecie
Tuż obok Góry Trzech Krzyży czekają inne ważne zabytki Kazimierza Dolnego – ruiny średniowiecznego zamku i charakterystyczna baszta. Zamek, którego budowę przypisuje się Kazimierzowi Wielkiemu w XIV wieku, dziś przypomina o dawnej potędze. Spacerując wśród pozostałości murów, można sobie wyobrazić rycerzy i królewskie intrygi. Prawdziwą wisienką na torcie jest jednak Baszta – cylindryczna wieża strażnicza z przełomu XIII/XIV wieku, wysoka na 20 metrów. Warto pokonać schody, by z jej szczytu spojrzeć na Wisłę i ruiny zamku z innej perspektywy. Bilet wstępu: 12 PLN (normalny), 9 PLN (ulgowy).
Kościół Farny – muzyka sprzed wieków i jelenie poroże
Schodząc ze wzgórza zamkowego, nie sposób ominąć górującego nad rynkiem kościoła farnego św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja. To nie tylko piękna świątynia, ale i skarbiec historii. W środku kryją się bowiem absolutnie unikatowe, najstarsze w całości zachowane organy w Polsce, pochodzące z około 1620 roku! Ich brzmienie, które można usłyszeć podczas letnich koncertów, przenosi w czasie. Zwróć też uwagę na nietypowy żyrandol z porożem jelenia – legenda głosi, że to właśnie upolowanie jelenia skłoniło Kazimierza Wielkiego do ufundowania kościoła.
Rejs po Wiśle – Kazimierz z perspektywy flisaka (i kaczki)
Zmęczeni spacerami? Idealnym pomysłem na chwilę relaksu jest rejs po Wiśle. Godzinna wycieczka statkiem (koszt: 35 PLN normalny, 30 PLN ulgowy) to szansa, by zobaczyć miasto z zupełnie innej strony. Z pokładu podziwiać można malownicze brzegi, zabytkowe spichlerze (kiedyś było ich 60, dziś ocalało 11!) i majaczące w oddali ruiny zamku w Janowcu. Poczujesz się trochę jak dawny flisak, tylko bez konieczności wiosłowania.

Korzeniowy Dół – magia lessu i naturalne dzieło sztuki
Kazimierz słynie z wąwozów lessowych, a Korzeniowy Dół to ich absolutny król! Oddalony o 2 km od rynku (wstęp: 3 PLN, parking w pobliżu: ok. 5 PLN), oferuje spacer jak z baśni Tolkiena. 400-metrowy korytarz otulony jest fantazyjnie poskręcanymi korzeniami drzew, tworząc magiczną, lekko tajemniczą atmosferę. To idealne miejsce na ucieczkę od zgiełku i zdjęcia, które zbiorą mnóstwo lajków. Warto też podjechać do pobliskiego Mięćmierza – dawnej wioski flisackiej z uroczymi chatami krytymi strzechą i malowniczym wiatrakiem z Osin.
Natura wokół Kazimierza – tu less spotyka las
Kazimierz to także natura – i to nie byle jaka. Miasteczko leży w obrębie Kazimierskiego Parku Krajobrazowego, który chroni unikalny krajobraz: wzgórza, wąwozy, łęgi i starorzecza Wisły. Spacerując po ścieżkach przyrodniczych, można trafić na rezerwat Krowia Wyspa, łąki pełne ptaków, czy zalesione wzgórza w okolicach Mięćmierza. Cisza, zieleń i zero asfaltu – Kazimierz to miejsce, gdzie przyroda gra pierwsze skrzypce.
Zamość – miasto jak z podręcznika do historii (ale bez nudy)
Jeśli Kazimierz to wolność i artyzm, to Zamość jest jak włoski garnitur – zaplanowany co do centymetra i piekielnie elegancki. Miasto idealne stworzone przez Jana Zamoyskiego i włoskiego architekta Bernarda Morando. Efekt? UNESCO i zachwyt każdego, kto stawia tam stopę.
Rynek Wielki – perfekcja zamknięta w kwadracie
Rynek Wielki w Zamościu to urbanistyczny ideał – dosłownie. Ma 100 metrów długości i szerokości, a jego symetria mogłaby zawstydzić niejednego architekta z XXI wieku. Zaprojektowany pod koniec XVI wieku przez włoskiego architekta Bernarda Morando, miał być centrum miasta idealnego – i dokładnie taki jest do dziś.
Otoczony przez kamienice z podcieniami, w pastelowych kolorach, z dekoracyjnymi attykami i płaskorzeźbami, Rynek sprawia wrażenie teatralnej sceny, gdzie wszystko zostało dobrane z precyzją mistrza. Sercem placu jest Ratusz z wachlarzowymi schodami, jeden z najpiękniejszych w Polsce. Co godzinę wybrzmiewa z niego hejnał – ale tylko w trzy strony (nigdy w stronę Krakowa – legenda głosi, że to z powodu politycznego focha kanclerza Zamoyskiego).
Latem Rynek zamienia się w wielką kawiarnię pod chmurką – z koncertami, festynami i miejskim życiem, które płynie tu w renesansowym rytmie.

Mury, których nikt nie zdobył
Zamość nie był tylko ładny – był świetnie uzbrojoną twierdzą, która miała chronić kraj od południowego wschodu. I nie zawiódł – przez ponad 200 lat nikt nie zdobył go szturmem. Fortyfikacje Zamościa były na tyle nowoczesne, że opierały się kolejnym falom ataków – od wojsk kozackich po Szwedów.
Do dziś można spacerować po pozostałościach bastionowego systemu obronnego, zaglądając do potężnych bram, kazamatów i nadszańców. Całe miasto to właściwie żywy podręcznik architektury militarnej – tyle że zamiast diagramów masz prawdziwe mury, po których można chodzić i robić zdjęcia.
Katedra – barok z włoską duszą
Katedra Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła to jeden z najważniejszych zabytków sakralnych Lubelszczyzny i arcydzieło Moranda – tego samego, który zaprojektował całe miasto. Jej fasada jest prosta i renesansowa, ale wnętrze – pełne światła, złota i monumentalnych ołtarzy – przyciąga wzrok na dłużej.
W środku znajdziesz nagrobki Zamoyskich, w tym samego Jana Zamoyskiego – fundatora miasta. Kaplice boczne, marmurowe detale, barokowy ołtarz główny i organy – wszystko tu mówi o władzy, bogactwie i włoskim kunszcie architektonicznym. To miejsce, w którym duch renesansu spotyka się z polską historią – w najlepszym wydaniu.
Zieleń z epoki – ogrody i parki w Zamościu
Zamość nie byłby miastem idealnym bez zieleni, oddechu i cienia. Wzdłuż dawnych murów rozciągają się Planty Zamojskie – szeroki pas parkowy z alejkami, ławeczkami i starodrzewem, który powstał dokładnie tam, gdzie kiedyś były fosy. Dziś to zielony pierścień relaksu wokół Starego Miasta – idealny na odpoczynek między zwiedzaniem katedry a kolejnym bastionem.
Jeśli masz więcej czasu, odwiedź też Park Miejski im. Marii Zamoyskiej – spokojny, z pomnikami, placem zabaw i klimatem prawdziwego miejskiego parku z duszą. Spacerując jego alejkami, łatwo zapomnieć, że jeszcze chwilę temu stało się w centrum renesansowej twierdzy.

Jak ogarnąć taki wypad? Praktyczny plan dnia
Jak dojechać z Lublina?
- Samochodem: do Kazimierza – ok. 1 godzina; do Zamościa – 1:15. Szybko, wygodnie, z opcją na muzykę z playlisty.
- Komunikacją zbiorową: PKS-y i busy kursują regularnie, bilety 20–30 zł.
- Zorganizowane wycieczki: np. z biurem Tairon – wsiadasz, zwiedzasz, wracasz. Prosto jak instrukcja obsługi kawiarki.
Co i kiedy?
Start z Lublina o 8:00. Najpierw Kazimierz Dolny (5–6 h), potem przejazd do Zamościa i kolejne 5–6 h. Powrót wieczorem, telefon pełen zdjęć, nogi zmęczone, głowa szczęśliwa.
Co zjeść?
- Kazimierz: obowiązkowy kogut z Piekarni Sarzyński – drożdżowa legenda z maślanym twistem.
- Zamość: cebularz – chrupiący, z cebulą i makiem, najlepiej prosto z lokalnej piekarni.
Nie trzeba paszportu ani urlopu, żeby przeżyć coś wyjątkowego. Kazimierz Dolny i Zamość to dwa zupełnie różne światy, które dzieli tylko godzina jazdy. Pierwszy kusi luzem i przyrodą, drugi zachwyca renesansem i planem miasta jak z podręcznika.
Zobacz oba – i przypomnij sobie, że Polska potrafi zachwycać na każdym kroku, jeśli tylko zrobisz krok dalej niż galeria handlowa. Bo historia potrafi smakować lepiej niż weekendowa kawa. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie jej szukać.













