Bajkowe wyspy na Bałtyku. Pokochają je nie tylko miłośnicy Muminków

Na Morzu Bałtyckim leży archipelag, który przypomina krainę z książek Tove Jansson. Wyspy Alandzkie są częścią Finlandii, ale mówią tu po szwedzku. Jest cicho, zielono i bardzo spokojnie. Aż trudno uwierzyć, że tak blisko Polski czeka miejsce niemal bajkowe.

Na mapie trudno dostrzec Wyspy Alandzkie, choć w rzeczywistości to ponad sześć i pół tysiąca wysp. Większość jest niezamieszkana, ale te największe tworzą autonomiczny region Finlandii. Wyspy mają swój własny parlament, flagę i znaczki. Językiem urzędowym pozostaje szwedzki, choć należą do Finlandii. Alandy są niezwykłym miejscem – niby blisko, a jednak całkiem inaczej niż na kontynencie. Warto tu przypłynąć i choć przez chwilę poczuć się jak w świecie Muminków.

Najbardziej szwedzka część Finlandii

Chociaż formalnie jesteśmy w Finlandii, wszystko wokół przypomina Szwecję. Mieszkańcy Alandów mówią po szwedzku, a fińskiego raczej się tu nie usłyszy. Nawet sklepy i urzędy funkcjonują po szwedzku. To efekt historii – przez wieki wyspy należały do Szwecji i dopiero w XIX wieku przekazano je Rosji, razem z resztą Finlandii. Gdy Finlandia odzyskała niepodległość, Alandy chciały wrócić do Szwecji. Ostatecznie zachowały autonomię i pozostały w Finlandii, ale z gwarancją zachowania języka i kultury.

Zobacz także: To największa wyspa na Bałtyku. Znajdziesz tu ponad 90 średniowiecznych kościołów i ślady Wikingów na każdym kroku

Spacerując po wyspach, mamy wrażenie, że czas płynie tu wolniej. Nie ma tłoku, nie ma pośpiechu. Latem można spotkać turystów, ale jest ich znacznie mniej niż w Helsinkach czy Sztokholmie. Atmosfera sprzyja wyciszeniu. Nawet główne miasto – Mariehamn – ma tylko kilkanaście tysięcy mieszkańców.

Wyspy Alandzkie
Ukryty raj na Bałtyku. Te wyspy pokochasz od pierwszego wejrzenia / Fot. Pixabay.com

Rower, prom i czerwone skały

Na Alandach nie da się nudzić, jeśli lubimy spokój i przyrodę. Archipelag idealnie nadaje się do zwiedzania rowerem. Drogi są puste, a widoki zachwycają. Wiele tras prowadzi wzdłuż wody, przez lasy i łąki. Po drodze mijamy czerwone granitowe skały – to one nadają wyspom charakterystyczny wygląd. Czerwona ziemia kontrastuje z zielenią i błękitem morza.

Przemieszczanie się między wyspami ułatwiają promy. Działa tu sprawnie zorganizowany system połączeń. Część promów jest bezpłatna. Możemy więc zaplanować trasę z noclegami na różnych wyspach. Mniejsze wysepki bywają niemal bezludne, ale często znajdziemy tam domek na wynajem, mały port albo ukryty szlak spacerowy.

Miejscem wartym odwiedzenia jest Kastelholm – niewielki zamek z XV wieku. Nie byłby szczególną atrakcją, gdyby nie jego położenie. Otoczony wodą i zielenią wygląda jak z bajki. Obok znajduje się też skansen, gdzie poznajemy tradycyjne życie wyspiarzy. Całość robi wrażenie. Nie przez wielkość, ale przez atmosferę.

Fiński spokój, szwedzki porządek

Na Alandach widać wpływy obu kultur. Jest tu porządek i prostota, ale też pewna powściągliwość. Ludzie są mili, ale nie wylewni. Nie narzucają się. Raczej pozwalają nam odkrywać to miejsce w swoim tempie. Jeśli chcemy – pomożemy, ale nikt nie zagada bez potrzeby. Działa to kojąco.

Jedzenie również łączy wpływy fińskie i szwedzkie. Dużo tu ryb, ziemniaków i prostych dań sezonowych. Popularna jest czarna bułka żytnia oraz lokalny chleb z dodatkiem syropu. Możemy też spróbować piw z małych browarów oraz lokalnych cydrów. Produkty bywają drogie, ale ich jakość zazwyczaj nas zaskoczy.

Wyspy słyną też z jabłek – sadów tu nie brakuje. W październiku odbywa się festiwal jabłek, który przyciąga turystów z kontynentu. Możemy wtedy kupić lokalne przetwory, ciasta i soki. Pogoda bywa chłodna, ale to część uroku tych wysp.

Dzikie oblicze Alandów
Dzikie oblicze Alandów / Fot. Pexels.com

Czy można tu spotkać Muminki?

Na Alandach nie działa oficjalny park tematyczny, ale duch Muminków unosi się w powietrzu. Tove Jansson, autorka słynnej serii, nie mieszkała tu na stałe, ale spędzała czas w podobnym krajobrazie. Inspiracją do stworzenia Doliny Muminków były właśnie takie wyspy. Domki wśród skał, latarnie morskie, drewniane werandy – wszystko przypomina ilustracje z książek.

W Mariehamn działa biblioteka, która posiada pokaźny zbiór literatury dziecięcej, w tym książki Jansson. Niektórzy właściciele domków nadają swoim pensjonatom muminkowe nazwy. Możemy też znaleźć kubki, pocztówki i inne pamiątki z bohaterami bajek. Choć nie jest to park rozrywki, miłośnicy Muminków poczują się tu jak u siebie.

Zobacz także: Nazywana jest Majorką Północy. Aby ją odwiedzić, nie musisz wsiadać do samolotu

Jak tu dotrzeć?

Najłatwiej dopłynąć promem ze Szwecji lub z Finlandii. Z Turku, Helsinek czy Sztokholmu regularnie kursują statki. Czas rejsu to zazwyczaj kilka godzin. Ceny biletów zależą od sezonu, ale bywają zaskakująco niskie. Szczególnie poza wakacjami.

Na miejscu najlepiej poruszać się rowerem lub lokalnymi promami. Wypożyczalnie rowerów są łatwo dostępne. Można też zabrać rower z Polski, jeśli podróżujemy autem. Infrastruktura rowerowa działa bardzo dobrze, a kierowcy są przyzwyczajeni do rowerzystów.

Wyspy Alandzkie warto odwiedzić wiosną albo późnym latem. Wtedy nie ma tłumów, a przyroda jest najpiękniejsza. Pogoda bywa kapryśna, ale to część klimatu tych wysp. Trzeba być przygotowanym na wiatr i chłód, nawet latem. Za to zachody słońca są tu wyjątkowe – długie, kolorowe i pełne ciszy.

Agnieszka Grabowska

Agnieszka Grabowska