Marzysz o albańskim wybrzeżu bez tłumów i komercji? Wsiądź za kółko i przygotuj się na przygodę! Odkrywamy 5 sekretnych plaż, do których dotrzesz tylko własnym samochodem. Czekają na Ciebie krystalicznie czysta woda, dziewicze krajobrazy i cisza, jakiej nie znajdziesz w popularnych kurortach. To raj dla tych, którzy lubią zjechać z utartego szlaku. Gotowy na odkrycie albańskich perełek?
Spis treści
Riwiera Albańska dla wtajemniczonych: gdzie kończy się asfalt, a zaczyna przygoda
Dhermi? Himare? Znają je wszyscy. Ale dopiero boczne drogi odkrywają prawdziwą Albanię. Mijając stada kóz, zjeżdżając z głównych szos w kamieniste serpentyny, trafisz do miejsc, o których nie piszą przewodniki. Tam, gdzie jedynym „luksusem” jest cień skały, a komfort mierzy się ilością ludzi… a raczej ich brakiem.
1. Gjipe – ukryta w kanionie, jak scena z filmu
Po stromej, kamienistej drodze, gdzie asfalt mówi „do widzenia”, trafisz do zatoki otoczonej klifami, jakby natura postanowiła ukryć tę plażę przed światem. Jasny żwirek, turkusowa woda i zero leżaków. Tylko Ty, kanion i ogromne „wow”. O poranku możesz mieć ją prawie całą dla siebie – tylko szum fal i echo z kanionu.
Gdy słońce zaczyna świecić mocniej, wysokie ściany skalne dają naturalny cień, ale tylko przez chwilę – potem robi się intensywnie.
Jak dojechać? Z SH8 skręć między Dhermi a Vuno. Ostatnie 2 km to off-roadowy test – osobówką się da, ale z duszą na ramieniu. Alternatywa? Zostaw auto wcześniej i idź pieszo ok. 30 minut.
Wskazówki: Buty do wody obowiązkowe. Parasola nikt Ci nie wypożyczy, więc zabierz własny cień. Poza sezonem – tylko Ty i fale. W sezonie – może pojawić się bar i grill.
2. Kakome – raj za zamkniętą bramą
Plaża o legendarnym statusie. Piękna, dzika, otoczona zielenią – ale dostępna „czasem tak, czasem nie”. Wszystko zależy od humoru ochroniarza przy ogrodzeniu resortu, który nigdy nie powstał. Ryzyko? Tak. Nagroda? Spektakularna. Szeroka zatoka i soczyście zielone zbocza tworzą widok jak z reklamy raju.
Choć niełatwo ją zdobyć, ci, którym się udało, twierdzą, że to najpiękniejsze miejsce na całym wybrzeżu.
Jak dojechać? Zjazd z SH8 w okolicach Nivice. Droga? Wąska, dziurawa, klimatyczna. Dostęp do plaży to loteria – warto sprawdzić na forach lub zapytać miejscowych.
Wskazówki: Zabierz wszystko – tam nie ma nic. Woda, jedzenie, parasol, apteczka. I wyrozumiałość – bo może się okazać, że dojście będzie zamknięte, ale widok z góry zrekompensuje wszystko.

3. Filikuri – prywatna oaza tuż obok Himare
Zatoczka ukryta między skałami, 15 minut marszu od najbliższego parkingu. Kamienista, dzika i niewielka. Woda? Kryształ. Spokój? Gwarantowany – bo dostęp tylko dla zdeterminowanych. Filikuri to idealna opcja na spontaniczną ucieczkę, nawet jeśli masz tylko pół dnia.
A najlepiej smakuje tam cisza – dosłownie. Żadnej muzyki, żadnych rozmów. Tylko Ty i Adriatyk.
Jak dojechać? Z Himare w stronę Potam. Zaparkuj, a potem strome zejście klifem – konieczne dobre buty.
Wskazówki: Bez jedzenia i picia nie startuj. Plaża jest dzika – i taka ma być. Dzieci? Tylko jeśli mają kondycję górskiego kozła.
Półdzika południowa Albania: tu wciąż da się uciec od tłumów
Saranda i Ksamil to turystyczne klasyki. Ale nawet tu wystarczy zjechać w niepozorną dróżkę, by odkryć plażę, która nie zna pojęcia „all inclusive”. Wciąż blisko cywilizacji, ale z klimatem „tylko dla wtajemniczonych”.
4. Bunec – spokój z widokiem na Korfu
Długa, żwirkowa plaża przecięta strumykiem. Restauracje i leżaki po jednej stronie – cisza i bezludzie po drugiej. Grecka wyspa na horyzoncie robi klimat jak z pocztówki. Świetne miejsce na popołudniowy relaks po dłuższej trasie autem.
Dzięki dostępności i infrastrukturze, Bunec bywa też świetną bazą wypadową – nie tylko na kąpiel, ale i na krótkie spacery po okolicy.
Jak dojechać? Z SH8 – droga asfaltowa, kręta, ale przyjemna. Parking przy samej plaży.
Wskazówki: Dla fanów „trochę cywilizacji, ale nadal dziko”. Buty do wody? Tak. Parasol? Warto. A po plażowaniu – rzut beretem do twierdzy Ali Paszy.
5. Plazhi i Manastirit – klasztor, klif i kąpiel z widokiem
Zatoczka u stóp ruin klasztoru św. Jerzego. Kamienista plaża, czysta woda i bonus: po kąpieli można wdrapać się na wzgórze i złapać panoramę wartą każdej kropli potu. To dobre miejsce na zakończenie dnia – ciche, spokojne, z historią w tle.
Wieczorem, kiedy turyści już odjadą, robi się tu niemal mistycznie – tylko fale, klif i sylwetka ruin w zachodzącym słońcu.
Jak dojechać? Z SH81 – zjazd dobrze oznaczony. Droga asfaltowa i szutrowa. Parkujesz na dole.
Wskazówki: W sezonie działa bar, poza sezonem: pełna samowystarczalność. Buty do wody, buty na wzgórze i cierpliwość na parkingu.

Zanim ruszysz: kilka mądrych wskazówek od lokalnych wyjadaczy
- Drogi: Nie licz na asfalt do końca. Kamienie, dziury, czasem błoto po deszczu.
- Nawigacja: Google Maps czasem klęka. Pytaj ludzi. Nawet na migi.
- Auto: SUV to luksus, ale każde sprawne auto z dobrym zawieszeniem da radę.
- Sprzęt obowiązkowy: Woda, jedzenie, buty do wody, latarka, powerbank, apteczka, mapa papierowa, cierpliwość.
- Zasada numer jeden: Zabierz ze sobą wszystko, co przywiozłeś – i jeszcze worek śmieci po kimś.
- Zachowuj się jak gość, nie jak zdobywca.
TOP 5 rzeczy, które zrobisz tylko na dzikich plażach Albanii
- Zamienisz luksusowy leżak na głaz z widokiem na Adriatyk – i odkryjesz, że wcale niczego Ci nie brakuje.
- Popłyniesz z rurką w zatokach bez ludzi – i zobaczysz podwodny świat jak z bajki.
- Zaparkujesz samochód na skraju klifu, który nie istnieje na Google Maps – bo mapa to jedno, a intuicja – drugie.
- Wespniesz się do klasztoru po orzeźwiającej kąpieli – i spojrzysz na Albanię z wysokości, jakiej nie ma żaden hotel.
- Zgubisz zasięg i odzyskasz spokój – bo w tych miejscach nawet telefon nie chce przeszkadzać.
To nie są miejsca dla każdego – i właśnie dlatego są takie wyjątkowe. Albania nagradza tych, którzy nie boją się zboczyć z trasy i zaufać własnemu kompasowi przygody. Jeśli raz usiądziesz na kamieniu z widokiem na błękit bez końca – nie będziesz chciał wracać na zatłoczony deptak. A kiedy Twoje zdjęcia z Gjipe czy Filikuri pojawią się wśród znajomych, nikt nie uwierzy, że to Europa – i o to chodzi. Albania nie chce być przewidywalna. Chce być zapamiętana.













