Prehistoryczny drapieżnik wrócił zza grobu – i nie jest to żart ani scenariusz nowego sezonu „Parku Jurajskiego”. Trzy osobniki wilka strasznego – wymarłego 12 500 lat temu kuzyna wilka – właśnie przyszły na świat w laboratoriach amerykańskiej firmy Colossal Biosciences. Brzmi jak science fiction? To rzeczywistość. I otwiera bardzo realne pytania o przyszłość nauki, natury… i naszej planety.
Spis treści
Wilk straszny powrócił: pierwszy wskrzeszony drapieżnik epoki lodowcowej
Za przełomowym projektem stoi Colossal Biosciences – firma, która wzięła sobie za cel nie tylko ochronę gatunków, ale i ich… odtworzenie. Tym razem na warsztat poszedł Aenocyon dirus, czyli wilk straszny – prehistoryczny drapieżnik żyjący w epoce lodowcowej, znany z silnej szczęki i gęstej, jasnej sierści.
Genetyczne puzzle ułożono z DNA pobranego z zęba sprzed 13 tys. lat i czaszki datowanej na 72 tys. lat. Brakujące fragmenty uzupełniono materiałem genetycznym współczesnego wilka szarego. Potem przyszła pora na edycję genów – 20 zmian w 14 genach – i klonowanie. Efektem są trzy szczeniaki: dwóch samców i samica, które – choć technicznie to hybrydy – wyglądają i zachowują się niemal jak wilki straszne.
„To ogromny kamień milowy. Stworzyliśmy zdrowe szczenięta wilka strasznego – pierwszy tak zaawansowany przykład naszej technologii deekstynkcji.” – Ben Lamm, Colossal Biosciences, cyt. za CNN.com, 29.03.2024
Zwierzęta żyją obecnie w ogrodzonym rezerwacie o powierzchni 2000 akrów, pod stałym nadzorem. A Colossal zapowiada: to dopiero początek. Na liście „do wskrzeszenia” jest m.in. mamut włochaty, którego firma chce przedstawić światu do 2028 roku.
Naukowy sukces czy etyczna bomba z opóźnionym zapłonem?
Choć sukces naukowców robi wrażenie, nie brakuje głosów krytyki. Eksperci zadają pytania o granice ingerencji w naturę i sens inwestowania setek milionów dolarów w „wskrzeszeńców”, gdy tysiące realnych gatunków wymierają na naszych oczach.
Love Dalén, doradca Colossal i profesor genomiki, przyznaje, że nowe wilki straszne to w 99,9% wilki szare:
„To pytanie filozoficzne – ile genów trzeba zmienić, by stworzyć nowy gatunek? Ale efekt końcowy jest fascynujący.” – Love Dalén, cyt. za NationalGeographic.com, 27.03.2024
Z kolei filozof środowiskowy Christopher Preston zauważa:
„To ciekawe osiągnięcie technologiczne, ale trudno sobie wyobrazić, by te zwierzęta miały rzeczywistą rolę w ekosystemach. Ważniejsze pytanie brzmi: po co je tworzymy?” – Christopher Preston, cyt. za TheGuardian.com, 28.03.2024
Czy „nowe-stare” gatunki to przyszłość ochrony przyrody? A może kosztowna iluzja, która bardziej przypomina marketingowy show niż realne działania na rzecz planety?

Czy czas na dinozaury? Nauka mówi: jeszcze nie teraz
Po sukcesie z wilkiem strasznym w sieci zawrzało: „Czy to znaczy, że wreszcie doczekamy się dinozaurów?” Niestety – mimo fascynacji fanów „Jurassic Park” – powrót wielkich gadów pozostaje science fiction. Problemem jest czas.
DNA dinozaurów nie przetrwało 66 milionów lat. Nawet w najlepiej zachowanych szczątkach pozostają jedynie nieczytelne strzępy – za mało, by zrekonstruować genom. Dla porównania: wilki straszne wyginęły stosunkowo niedawno, a ich materiał genetyczny wciąż dało się odzyskać.
Nawet najnowsze odkrycia – jak miniaturowy dinozaur Ahvaytum bahndooiveche z USA sprzed 230 mln lat – nie zmieniają faktu, że klonowanie dinozaurów nie jest dziś możliwe. A sam świat dinozaurów był o wiele bardziej złożony, niż pokazują filmy. Paleontolodzy nieustannie odkrywają nowe fakty, ale to wciąż układanka z milionami brakujących elementów.
Co dalej? Ewolucja na naszych warunkach
Eksperyment z wilkiem strasznym to przełom. Technologia, która powstała przy jego wskrzeszaniu, może pomóc w ochronie zagrożonych gatunków. Ale też stawia przed nami pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi.
Czy jesteśmy gotowi żyć w świecie, gdzie wymarłe gatunki wracają? Czy potrafimy przewidzieć skutki takiej ingerencji w ekosystemy? I czy warto inwestować w przeszłość, gdy teraźniejszość krzyczy o pomoc?
Jedno jest pewne: nauka już nie puka do drzwi przyszłości – ona je właśnie wyważyła. I tylko od nas zależy, co przez nie przejdzie.













