Leży nieopodal Mikołajek. Z tym jeziorem wiąże się niezwykła legenda

Mazurskie jeziora kryją w sobie nie tylko dzikie piękno przyrody, ale też opowieści z dawnych wieków. Jedna z nich dotyczy jeziora Bełdany i niezwykłej miłości, która – jak głosi legenda – dała mu nazwę. Choć dziś trudno znaleźć na to dowody, ta bajkowa historia wciąż rozpala wyobraźnię tych, którzy przypływają tu latem, by wsłuchać się w głos wody.

Tajemnicze jezioro na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich

Bełdany to długie, malownicze jezioro położone nieopodal Mikołajek. Przepływamy przez nie, płynąc z Jeziora Mikołajskiego w stronę Śniardw. Otaczają je lasy, przystanie i piaszczyste brzegi. Latem Bełdany tętnią życiem – pełno tu żaglówek i kajaków. Ale wystarczy wpłynąć w spokojną zatokę, by usłyszeć tylko plusk wody i szum drzew. W takich chwilach łatwo wyobrazić sobie czasy, gdy na tych ziemiach żyli ludzie, których dziś znamy tylko z legend.

Zobacz także: Legenda o śpiących rycerzach pod Giewontem. Co skrywa symbol Zakopanego?

Beł i Dana, czyli skąd wzięła się nazwa jeziora Bełdany

W Puszczy Piskiej jeszcze zanim pojawili się ludzie, lasami rządził Borowy. Mieszkał z rodziną w starym dębie. Miał jedną córkę – Danę. Była piękna i ukochana. Pilnowała jej niania i zastępy leśnych demonów. Dana lubiła tańczyć z rusałkami na polanach i przeglądać się w wodzie pobliskiego jeziora. Podjadała maliny, zbierała jagody. Czas płynął spokojnie.

Wodami i rzekami rządził książę Wodnik. Żył na dnie jeziora, a jego syn Beł był zwinny i zmiennokształtny. Mógł wyglądać, jak kto tylko chciał. Obaj – Wodnik i Borowy – unikali się. Jeden wychodził w dzień, drugi w nocy. Dzięki temu nie dochodziło do kłótni.

Pewnego poranka Dana przyszła nad jezioro wcześniej niż zwykle. Kiedy spojrzała w taflę, nie zobaczyła własnej twarzy. Patrzyły na nią inne oczy. To był Beł. I choć zniknął, nie mogła przestać o nim myśleć. On też nie zapomniał.

Gdy tylko mógł, Beł wyszedł z jeziora i zmienił się w leśnego demona. Dołączył do straży pilnującej Dany. Ona od razu rozpoznała spojrzenie z tafli. Od tej pory spotykali się co rano. W ukryciu, na krótko. Ale byli razem.

W końcu przyłapała ich niania. Obiecała, że nic nie powie, jeśli młodzi się rozstaną. Nie posłuchali. Nadal się spotykali. Wtedy jeden z demonów – zakochany w Danie – doniósł Borowemu. Król poszedł nad jezioro. Zobaczył córkę i Beła.

Kazał pojmać Danę. Ta jednak objęła ukochanego i krzyknęła: „kocham cię na całe życie!”. Wtedy wody jeziora rozstąpiły się i pochłonęły oboje. Zniknęli.

Borowy winą obarczył nianię. Zamienił ją w starą, brzydką kobietę i wypędził z lasu. Od tamtej pory każdej nocy przychodzi nad jezioro i woła: „Beł… Dana… Beł… Dana…”

Nazwy, które mówią więcej, niż się wydaje

Bełdany to słowo nietypowe. Dla niektórych brzmi jak mazurskie zaklęcie, dla innych jak echo przeszłości. W dawnych czasach wiele jezior otrzymywało nazwy od wydarzeń, które miały miejsce nad ich brzegiem. Tak też mogło być i tu. Legenda daje nazwie Bełdany drugie dno – symboliczne i emocjonalne.

Zobacz także: Mazury: 8 miejsc, które musisz zobaczyć, zanim powiesz, że znasz Polskę

Czy warto wierzyć w takie opowieści?

Jezioro Bełdany istnieje naprawdę. Możemy je zobaczyć, dotknąć jego wody, popłynąć po nim łódką. Ale możemy też zanurzyć się w jego historię – tę prawdziwą i tę wymyśloną. I choć dzisiaj nikt nie wie, gdzie dokładnie kochankowie się spotykali, ich legenda wciąż unosi się nad wodą. To niejedyna legenda związana z tym jeziorem. W pradawnych czasach ponoć mieszkała tu czarownica, która rządziła falami i podarowała nieurodziwej Annie zaklęte korale.

Agnieszka Grabowska

Agnieszka Grabowska