Krakowski Rynek Główny znów zmienił się w wielkanocny festiwal barw, zapachów i tradycji. Tysące ludzi przyciąga magiczna atmosfera i słynny Jarmark Wielkanocny. Ale w tym roku święta nadchodzą nie tylko z palmami i pisankami, ale też z… paragonami grozy. Czy krakowska tradycja zamienia się w luksus? Sprawdziliśmy to dla Was.
Spis treści
Wielkanocne klasyki i niepisane rekordy cenowe
Jarmark Wielkanocny to wieloletnia krakowska tradycja. Oczywiście to tu kupuje się palmy, pisanki, dekoracje i rękodzieło. Ale w tym roku wiele osób bardziej niż kolorowe stragany zapamięta… ceny.
Po pierwsze: piękne drewniane pisanki zaczynają się od 10 zł. Palmy wielkanocne to koszt od 20 do 70 zł. Na pozór przystępnie. Po drugie: jedzenie to zupełnie inna bajka. Oscypek z grilla za 8 zł, pieróg za 5 zł (za sztukę), barszcz od 15 zł, żurek lub grzybowa do 30 zł. Dania mięsne? 25 zł za 100 g.
Hitem sieci stała się pajda chleba ze smalcem za 22 zł i burger za 50 zł.
Internauci komentują: „Taniej w dobrej restauracji” (źródło: glos24.pl), „Jarmark drożyzny” (źródło: komentarze w mediach społecznościowych), „BBQ burger to klasyczna potrawa świąteczna?” (źródło: komentarze pod postami na Facebooku i TikToku)
Wśród wystawców znajdziemy też tych, którzy serwują dania wysokiej jakości, ale dla wielu mieszkańców i turystów problemem jest nie tylko smak, ale… finalna kwota na paragonie.
Dlaczego tak drogo?
Z tego powodu głos zabiera radny Łukasz Gibała, który publicznie krytykuje Kongregację Kupiecką – organizatora jarmarku. „Dlaczego jest tu tak drogo?” – pyta w mediach społecznościowych. Według niego problemem jest to, że od ponad 20 lat wydarzenie organizują te same osoby, które – jego zdaniem – mają nieformalny monopol na jarmark.
„Samorząd ogranicza swoje zaangażowanie do minimum, co w praktyce oznacza przekazanie pełnej kontroli jednej organizacji” – zauważa Gibała (źródło: finanse.wp.pl).
Oczywiście wysokie ceny wynajmu stoisk przekładają się na wysokie ceny dla klientów, a wielu lokalnych rzemieślników i twórców nie stać na udział.
„Jarmark powinien być miejscem promocji lokalnej kultury, nie tylko źródłem zysku” – pisze Gibała w mediach społecznościowych (źródło: finanse.wp.pl).
Mieszkańcy dodają:
„To nie Kraków dla ludzi, tylko dla turystów”
Choć organizatorzy wprowadzili zasadę jednej pozycji w „przystępnej cenie” – znalezienie jej w praktyce bywa wyzwaniem.
Jest jednak światełko w tunelu: posiadacze Karty Krakowskiej i Karty Krakowskiej Rodziny z Niepełnosprawnym Dzieckiem mogą liczyć na zniżkę 15% na stoiskach gastronomicznych. Oczywiście nie obejmuje ona napojów alkoholowych.

Co warto zobaczyć, jeśli nie tylko ceny?
Na szczęście Jarmark to nie tylko strefa gastronomiczna. Znajdziemy tu rękodzieło, które faktycznie ma duszę. Przede wszystkim pisanki, palmy, figurki z porcelany, obrusy, bieżniki, drewniane zabawki i biżuteria – często robione przez lokalnych artystów.
Jeśli chcesz kupić coś z klimatem, omijaj plastikowe kurczaki z Chin i zaglądaj tam, gdzie widać pracę rąk i pasję.
Praktycznie: kiedy, jak i za ile?
Jarmark potrwa do 21 kwietnia (Poniedziałek Wielkanocny). Najwygodniej dotrzeć komunikacją miejską. Samochodem? Lepiej nie, chyba że masz ochotę na polowanie na miejsce i 50 zł za parkowanie.
Oczywiście w tygodniu i wcześnie rano w weekendy jest luźniej. Przede wszystkim przed zakupem sprawdzaj ceny. Warto mieć też ze sobą kartę mieszkańca i… plan B: na obiad lepiej wybrać coś poza Rynkiem.
Wielkanoc w Krakowie – magia świąt czy jarmark luksusu?
Podsumowując: trudno odmówić Jarmarkowi uroku. Jest kolorowo, pachnąco i świątecznie. Ale rosnące ceny sprawiają, że nie każdy może się tu rozgościć bez stresu o stan portfela.
Czy warto? Dla atmosfery – zdecydowanie tak. Dla kulinarnych doznań – z rozwagą. Dla zakupów? Tylko z kalkulatorem.
Na szczęście święta to nie tylko zakupy i jedzenie. To też spacer w promieniach słońca, widok na Sukiennice i czas z bliskimi. A tego żaden paragon nie popsuje.













