Adriatyk nie chce już być głośnym placem zabaw. Hvar i inne chorwackie hity wakacyjne wprowadzają ostre reguły: koniec paradowania w kostiumach po mieście, cicho po zmroku, a za złamanie zasad – nawet 700 euro kary.
Co to oznacza dla turystów i czy Chorwacja naprawdę zaczyna mieć dość swoich gości?
Spis treści
Hvar: koniec imprez do białego rana
Wyspa Hvar, znana z luksusowych kurortów i klubowego klimatu, postanowiła przyhamować z rozrywką. Wprowadzony limit hałasu do 85 decybeli oznacza koniec imprez do rana, przynajmniej tych najbardziej hałasliwych. Zmiany dotkną zwłaszcza bary i kluby działające na świeżym powietrzu.
Nowe przepisy obejmują także kwestie ubioru i zachowania w przestrzeni publicznej. Spacerowanie w bikini lub bez koszulki poza plażą, picie alkoholu na ulicy czy publiczne zakłócanie porządku może skutkować mandatem do 700 euro. Jak komentuje portal CroatiaWeek, wielu lokalnych przedsiębiorców uważa te zmiany za „katastrofę” i ostrzega, że odstraszą one zagranicznych turystów.
Hvar to nie wyjątek. Dubrownik, Split i kolejne miasta mówią „stop”
W podobnym kierunku idą Dubrownik i Split. W historycznych centrach tych miast już obowiązują zakazy dotyczące niewłaściwego stroju i spożywania alkoholu. Dubrownik ogranicza również liczbę statków wycieczkowych przypływających jednocześnie do portu, by zapobiec przeciążeniu infrastrukturą i „zadeptywaniu” Starego Miasta.
Split, podobnie jak inne chorwackie kurorty, stawia na wprowadzenie regulacji porządkujących turystykę masową, w tym limity dla grup zorganizowanych oraz wzmożone kontrole w centrum miasta.

Dlaczego te zmiany? Presja, której lokalni mieszkańcy mają dość
Rosnąca liczba turystów odbija się bezpośrednio na codziennym życiu Chorwatów. W miastach takich jak Split, Hvar czy Dubrownik rosną ceny żywności, czynszów i usług. Coraz więcej mieszkań wynajmowanych jest turystom, co sprawia, że brakuje lokali dla stałych mieszkańców. W efekcie ludzie wyprowadzają się na obrzeża miast lub zupełnie zmieniają miejsce zamieszkania.
Pojawia się też głos, że tradycyjna tkanka miejska, z lokalnymi sklepami, targami i spokojnym rytmem życia, jest wypierana przez turystyczne atrakcje, fast foody i masowe sklepy z pamiątkami. Własne miasta stają się dla Chorwatów miejscami „do pracy”, a nie „do życia”.
Inne miasta walczą podobnie: Wenecja, Barcelona, Amsterdam
Chorwacja nie jest sama. Z podobnymi problemami od lat borykają się inne europejskie miasta:
- Wenecja wprowadziła opłaty za wjazd do miasta dla turystów jednodniowych (od 25 kwietnia 2024 r. wynosi 5 euro dziennie). Ma to ograniczyć liczbę odwiedzających i zredukować presję na infrastrukturę.
- Barcelona zaostrzyła kontrole dotyczące wynajmu krótkoterminowego (np. przez Airbnb), wprowadziła zakaz budowy nowych hoteli w centrum i promuje turystykę poza sezonem.
- Amsterdam ogranicza sprzedaż alkoholu i palenie marihuany w centrum, zakazuje reklam imprezowych, a nawet rozważa zamknięcie popularnej dzielnicy czerwonych latarni dla turystów.

Czy Chorwacja pójdzie tą samą drogą?
Wszystko wskazuje na to, że władze kraju będą kontynuować wprowadzanie obostrzeń i promować zrównoważoną turystykę. Pojawiają się pomysły, by wprowadzić podatki turystyczne, ograniczenia liczby odwiedzających w popularnych miejscach oraz aktywnie rozwijać mniej znane regiony kraju.
To nie jest wojna z turystami, ale raczej próba znalezienia kompromisu między korzyściami ekonomicznymi a zachowaniem autentyczności i jakości życia mieszkańców.
Raj z zasadami
Chorwacja wciąż pozostaje jednym z najpiękniejszych miejsc na wakacje, ale teraz gra według nowych reguł. Przed wyjazdem warto sprawdzić aktualne przepisy lokalne, by nie narazić się na nieprzyjemne mandaty. A przede wszystkim – mieć na uwadze, że nawet najpiękniejszy kraj potrzebuje przestrzeni do oddychania.
Chcesz nadal cieszyć się Adriatykiem? Zabierz krem z filtrem, uśmiech i odrobinę szacunku do miejsca, które Cię gości. Raj może być blisko – o ile go nie zadepczemy.












