2 miliony na owce? Małopolska robi rzecz wielką (i bardzo zieloną)

Brzmi jak żart? A jednak! Małopolska rzuca 2 miliony złotych na… owce. Nie dla śmiechu, a z myślą o ratowaniu górskich krajobrazów, lokalnej tradycji i bioróżnorodności. Tak, te stada mogą więcej niż niejedna strategia rozwoju – i właśnie ruszają na hale.

Dlaczego właśnie owce? Małopolska stawia na wypas z głową

Blisko 2 miliony złotych trafi w ręce baców, którzy wyprowadzą owce na ponad 3200 hektarów hal i polan w 10 regionach Małopolski – od Babiej Góry, przez Gorce, po Pieniny i Sądecczyznę. To część czwartej edycji programu „Małopolska Cultural Grazing”, a za sterami – Związek Podhalan.

Co w tym wszystkim robią owce? Dużo dobrego. Regularny wypas to sposób na zachowanie tradycyjnego krajobrazu górskiego i bioróżnorodności, bo bez pasterzy i stad łąki zarastają lasem, a unikatowe rośliny i siedliska znikają.

Wsparcie dla baców i… ekonomii regionu

Nie chodzi tylko o widoki i przyrodę. Te pieniądze realnie wspierają lokalną gospodarkę. Związek Podhalan przekaże środki bacom w ramach honorariów za wypas. To konkretne wsparcie dla rodzin, które od pokoleń żyją z pasterstwa – dziś mocno zagrożonego przez nowoczesność.

Ale wypas owiec to też impuls turystyczny. Nic tak nie działa na turystów jak żywy folklor i prawdziwe bacówki z serami, wełną i lokalnym klimatem. Ta inwestycja to szansa na rozwój lokalnych marek i produktów owczych, które mogą zdobyć nie tylko serca, ale i portfele odwiedzających.

Owce w służbie środowiska: mniej lasu, więcej polany

Można pomyśleć: tyle owiec = kłopot dla przyrody? A właśnie że nie! Kulturowy wypas prowadzony z głową to naturalny sposób ochrony polan reglowych – rzadkich i cennych siedlisk. Owce zgryzają młode drzewa i trawy, zapobiegając zarastaniu tych terenów.

„Wypas owiec zapobiega procesowi zaniku polan reglowych, na których znajdują się siedliska rzadkich roślin. W ten sposób przyczyniamy się do czynnej ochrony przyrody.” — Ryszard Pagacz, wicemarszałek Województwa Małopolskiego (źródło: malopolska.pl)

To przykład, jak tradycyjne metody mogą iść w parze z nowoczesną ochroną przyrody. Ekologicznie, efektywnie i… z wełną w tle.

Pasące się owce to nie tylko folklor – to żywa historia Małopolski. Wypas to całe spektrum tradycji: od stroju i muzyki, po rytuały i wiedzę przekazywaną z dziada pradziada. Projekt Związku Podhalan ma chronić nie tylko przyrodę, ale i tożsamość – dosłownie.

To też sposób na zatrzymanie młodych ludzi w regionie. Jeśli mogą uczyć się od doświadczonych baców i żyć z pasterstwa, tradycja nie umrze wraz z ostatnim juhasem. A widok owiec w krajobrazie nie będzie tylko wspomnieniem z pocztówki.

Czy wszystko pójdzie gładko? Niekoniecznie

Tak ambitny projekt to też wyzwanie. Największe? Sprawiedliwe rozdysponowanie funduszy wśród 10 regionów i skuteczna logistyka. Kluczowe będzie monitorowanie efektów i transparentność, by 2 miliony złotych nie rozmyły się w systemie.

Są też głosy sceptyczne: czy to wystarczy, by realnie wpłynąć na bioróżnorodność? Czy za 2 miliony da się zbudować trwały system wsparcia pasterstwa, czy to tylko sezonowy zryw? Odpowiedź da czas – i owce.

Na pierwszy rzut oka: szalony pomysł. Ale im głębiej spojrzeć – to inwestycja z głową i sercem. Chroni krajobraz, wspiera ludzi, ratuje tradycje. A przy tym może stać się magnesem dla eko-turystów i miłośników autentycznych doświadczeń.

Jeśli wypas się powiedzie, Małopolska pokaże, że czasem wystarczy owca, by zrobić coś naprawdę dużego.

Olga Szarycka

Olga Szarycka